/  Przewodniki  / 

Warszawa – część 1 (wiosna 2015)

W Warszawie łapie się życie na gorąco. Prężność tego miasta zdumiewa, w pewnych momentach demoluje, w innych jest uciążliwa i dezorganizująca, jeszcze w innych uszczęśliwia swą dynamiką i każe optymistycznie wierzyć w przyszłość.

 Leopold Tyrmand, „Zły” (1955)

Metropolia pełna sprzeczności i kontrastów, jak Wars i Sawa, jak prawa i lewa strona Wisły. Rysy historii przejawiają się w architektonicznym i urbanistycznym bałaganie na całym obszarze miasta. Charakter dzielnic i osiedli od zawsze kształtowany jest przez ich mieszkańców, w ogromnej części przyjezdnych ze wszystkich zakątków kraju. Miasto nieoczywiste, nieco nieokreślone, wciąż nieokiełznane, w pewien sposób przez to piękne. Wyrastające na silną, niezależną europejską stolicę, coraz mocniej zaznaczając swoją obecność na mapie starego kontynentu. Z pozoru nieprzystępne, przytłaczające, zyskuje jednak przy bliższym poznaniu.

Najaktywniejsze dzielnice to Śródmieście wraz z Powiślem, Mokotów, Żoliborz, najbliższe Wiśle części Pragi Północ oraz Pragi Południe wraz z jej perełką, Saską Kępą, która elegancką willową zabudowę zawdzięcza popularności wśród artystów dwudziestolecia międzywojennego. W odróżnieniu od typowego europejskiego miasta, gdzie najstarsza jego część zwykle wciąż jest tą najbardziej żywą, klimatu współczesnej Warszawy na Starówce się nie odnajdzie. Trafiają tam głównie wiedzeni przyzwyczajeniem turyści.

 

W okresie międzywojennym nastąpiła moda na życie kawiarniane. Wiele osób zjawiało się w ulubionym lokalu codziennie, aby spotkać się w stałym gronie znajomych. Przy kawiarnianych stolikach załatwiano też interesy. Już wtedy te przybytki cieszyły się popularnością wśród młodzieży, no i oczywiście były miejscem spotkań zakochanych par. Randka w kawiarni stała się czymś powszechnie przyjętym, na co mogła sobie pozwolić każda przyzwoita panna.

 red. Ewa Ressel, „Restauracje w II Rzeczypospolitej”, s. 64 (2011)

Rola miejsc, w których można w spokoju poczytać, porozmawiać ze znajomymi, popracować przy kubku gorącego napoju, jest nieoceniona w tworzeniu atmosfery miasta. W okresie międzywojennym Marszałkowska, wtedy najbardziej reprezentacyjna ulica Warszawy, była wręcz naszpikowana kawiarniami, mieściło się tam ich aż 24! Obecnie trochę zapomniano o miastotwórczej funkcji takich lokali, a powiedzenie „ruch jak na Marszałkowskiej” straciło swoje pierwotne znaczenie. Na szczęście sytuacja zaczyna się poprawiać i mimo tego, że większość warszawskich kawiarni to wciąż sieciówki, powstaje coraz więcej pojedynczych, przytulnych miejsc oraz kawiarnianych ogródków, gdzie można usiąść dosłownie na ulicy i chłonąć atmosferę miasta.

Kawiarnie odwiedzam więc nie tylko z uwagi na smak kawy, tym bardziej, że nie zgłębiłam jeszcze znaczenia modnych ostatnio słów drip, chemex czy aeropress, nie wiem więc, gdzie w Warszawie podają najlepszą. Najczęściej wybieram kawiarnio-księgarnie, których od czasu prekursora, Czułego Barbarzyńcy, powstało u nas całkiem dużo. Moja ulubiona to Wrzenie Świata, mieszcząca się na cichej ulicy równoległej do reprezentacyjnego Nowego Światu, powołana do życia przez wspierający rozwój polskiej literatury faktu Instytut Reportażu. Oprócz szerokiego wyboru publikacji książkowych, Wrzenie oferuje także spotkania z autorami, premiery nowych wydań, dyskusje literackie, fotograficzne, filmowe.

 

Bo ten okrągły plac, to jest korona tac. (…) Ten plac jak w niebie kręci się sam, dokoła siebie, taram taram… Plac Zbawiciela jak karuzela, wszystkim udziela dobra i zła… Plac Zbawiciela noc w dzień przemiela i w siebie strzela i dalej pcha… cha… cha…

Miron Białoszewski

Spędzanie wolnego czasu na powietrzu staje się wśród warszawiaków coraz bardziej popularne, chociaż wciąż nie w każdym parku można siadać na trawie. Wisła przez lata rozdzielała miasto, odgrodzona od mieszkańców ruchliwą Wisłostradą z lewej i zarośniętą plażą z prawej strony. W miastach mających to szczęście, że przepływa przez nie rzeka, zwykle stanowi ona ich serce, tymczasem Warszawa dopiero zaczyna zwracać się do Wisły. Betonowe bulwary I uporządkowana plaża po praskiej stronie – to właśnie tam cała Warszawa bawi się wieczorami podczas najcieplejszych miesięcy w roku. Lewostronne Cud nad Wisłą i Barka, trochę wgłąb lądu Plac Zabaw, Na Lato, PKP Powiśle, prawostronne Temat Rzeka i Plażowa. Każde z miejsc jest inne, ale łączy je niezaprzeczalny wakacyjny klimat.

Tłumnie odwiedzany letnimi nocami już od lat jest ogródek Planu B na Placu Zbawiciela. Plac ten od zawsze magicznie przyciągał wszystkich outsiderów, a teraz głównie tych lubiących „bywać”. Nazwany przez Michała Witkowskiego pierwszym polskim hipsterem Miron Białoszewski zaimprowizował nawet krótką piosenkę na cześć Placu Zbawiciela (do znalezienia na Youtube).

Zimą życie w stolicy trochę zamiera, wtedy zauważalny staje się fakt, że miasto ogromnie zyskuje dzięki letnim inicjatywom. Mam jednak kilka ulubionych miejsc, które odwiedzam przez okrągły rok. Najczęściej bywam w Cudach na Kiju, popularnym multitap barze, mieszczącym się w oszklonym pawilonie na dziedzińcu dawnego gmachu Giełdy Papierów Wartościowych, a wcześniej siedziby Komitetu Centralnego PZPR. Cuda mają jedną niezaprzeczalną przewagę nad innymi knajpami ze złocistym trunkiem – wyśmienitą pizzę, której nie mogę się oprzeć za każdym razem. Tuż obok, w identycznym pawilonie otworzono bar z butelkowanymi koktajlami sporządzonymi na miejscu, na bazie alkoholu i soku z owoców z lokalnych upraw. Brzmi pysznie!

Jeśli chodzi o koktajle, interesującym miejscem jest założone przez kolektyw artystyczno-kuratorski Beaty i Pawła Konarskich Pies czy Suka, które mieści się na dziedzińcu budynku pierwszej Fabryki Czekolady Wedla na ulicy Szpitalnej. Jest to połączenie koktajl baru (o tytule najlepszego w Polsce), sklepu-galerii z produktami polskich projektantów, oraz studia projektowego, zajmującego się realizacjami z zakresu designu, grafiki i architektury. Nie dziwi więc, że samo tylko przebywanie w niebanalnym wnętrzu Psa czy Suki, wśród naturalnych rozmiarów figur zwierząt (w tym konia!), jest estetyczną przyjemnością. Na ścianach prezentowane są prace twórców z przeróżnych dziedzin sztuki i wzornictwa, także w formie cyfrowej. W ogródku i na dziedzińcu pojawiają się także instalacje artystyczne lub ingerencje site-specific.

Kolejnym miejscem, do którego lubię wracać, to Kraken na ulicy Poznańskiej – bar specjalizujący się w koktajlach z rumem i owocach morza. Jest to jedyny bar w Polsce, gdzie można skosztować karaibskiego rumu Kraken, smakosze piwa znajdą tu także kilka niszowych gatunków, a ośmiorniczki smakowały mi bardziej, niż te jedzone w Barcelonie. Muzyka w Krakenie nawiązuje do klimatu amerykańskich barów lat 50. i 60. Fajnie, że w Warszawie powstaje coraz więcej miejsc o wąskiej specjalizacji w konkretnej kuchni, rodzaju alkoholu czy muzyce.

 

Jedli na stojąco, w jednym z barów na MDM–ie. Z otwartych kociołków na bufecie dymiły gotowe potrawy, pachniało kapustą i sosami.

Leopold Tyrmand, „Zły” (1955)

Ulica Poznańska i jej okolice są warte uwagi też z kilku innych powodów o charakterze jedzeniowo-wyjściowym. Przez ścianę z Krakenem sąsiaduje Beirut Hummus & Music Bar, gdzie główną rolę gra tytułowy hummus, ale skosztować można również innych specjałów kuchni libańskiej. Ulica jest jedyną granicą między Beirutem, a ulokowanym naprzeciwko Tel Avivem, z atmosferą i smakami ulic izraelskiej stolicy. Głównie śniadaniowe i lunchowe pyszności są wegańskie i bezglutenowe. Na śniadanie i kawę można wpaść także do Lenivca po przeciwnej stronie skrzyżowania z ulicą Wilczą, po czym wrócić wieczorem do lenivcowego koktajl baru. Nieopodal, przy ulicy Hożej, ulokowała się mała wegańska knajpka W Gruncie Rzeczy, której przyświeca motto „zielono – lokalnie – świadomie”. Po sąsiedzku, trochę przekornie, znajduje się Meat Love, bar z kanapkami inspirowanymi nowojorskim street foodem, w których głównym składnikiem jest pieczone mięso.

Stolicy nie ominął trend na hamburgery, mimo przesytu nadal powstają nowe bary z mięsem w bułce. Moim ulubionym niezmiennie jest mokotowski Warburger, któremu bliska jest ideologia slow food. Mięso pochodzi od lokalnych dostawców, a przepisy na wypiekaną na miejscu bułę i sosy to autorskie kompozycje. Mocną stroną Warburgera są eksperymentalne połączenia smaków, czasem zaskakujące, ale zawsze pyszne. Miłośnikom fast foodów zapewne przypadną do gustu zjazdy food trucków, z czego największy i ogólnopolski, Żarcie na Kółkach odbywający się w Warszawie średnio raz w miesiącu, w ciągu weekendu przyciąga zwykle ponad 2 tysiące amatorów hamburgerów, frytek, kanapek, kiełbasek, noodli, tacos czy curry. Moim najnowszym odkryciem właśnie dzięki Żarciu na Kółkach jest świetny food truck Curry Godne.

Trend polegający na zdrowym odżywianiu ma równie wiele zwolenników. W sobotnie południe można zjeść zdrowy lunch i kupić lokalne produkty żywnościowe na żoliborskim Targu Śniadaniowym lub bemowskim Targu Drugie Śniadanie, w niedzielę zaś na Placu Zabaw podczas Śniadania na Trawie. W Warszawie działają także kooperatywy spożywcze, czyli nieformalne spółdzielnie spożywcze, oparte na zasadzie współpracy między konsumentami a producentami ekologicznej, zdrowej żywności. Największa z nich to Warszawska Kooperatywa Spożywcza. Także niektóre lokale serwujące zdrowe potrawy współpracują z dostawcami warzyw i owoców, jak SAM na Powiślu, gdzie działa także piekarnia. Cyklicznie organizowane są bazary z ekologiczną żywnością, także na zwykłe osiedlowe bazarki przyjeżdżają podwarszawscy rolnicy ze swoimi produktami.

Co ciekawe, nie znam zbyt wielu interesujących miejsc z typowo polskim jedzeniem. Jeśli miałabym coś polecić, to wybrałabym Prasowy na Marszałkowskiej, typowo warszawski bar mleczny z tradycjami sięgającymi 1954 roku, wyremontowany i odnowiony w 2013. Oprócz raczenia warszawiaków smacznym i bardzo tanim jedzeniem, misją Prasowego jest animacja życia kulturalnego okolicy oraz działalność na rzecz lokalnej społeczności.

CDN


Tekst i zdjęcie: Anna Rejman

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.