/  Literatura  / 

Trochę jak Harry

Stieg Larsson, Henning Mankell, Camilla Läckberg. Listy bestsellerów od dłuższego czasu przypominają ćwiczenia na wymowę i kulturowe rozmówki polsko-skandynawskie. Zwłaszcza z perspektywy tych, którzy mają słabość do kofeiny, nikotyny, alkoholu, strug deszczu albo hałd śniegu i plam krwi. Na kartach powieści, oczywiście.

Więc czytajmy dalej: Jo Nesbø (czytaj: [ˈju ˈnɛsbø]) urodził się 29 marca pięćdziesiąt pięć lat temu w Molde, w Norwegii i mógłby być kolejnym członkiem rodziny Tenenbaumów z filmu „Genialny klan” Wesa Andersona. Nieprzeciętnym osobnikiem, który równie ciężko zapracował na swój sukces, co na opinię oryginała. Jego biografia może być ilustracją tego, co się stanie, kiedy serio potraktujemy odpowiedź na pytanie często zadawane dzieciom, ale rzadziej dorosłym: „Kim chcesz być?”

 

Najpierw młody Jo chciał zostać świetnym piłkarzem. Takim, który grałby w londyńskim Tottenhamie, strzelał widowiskowe gole i nosił fryzury, które kopiowaliby nastolatkowie na całym świecie. W wieku siedemnastu lat był już członkiem czołowej norweskiej drużyny Molde FK i podobno świetnie zapowiadającym się piłkarzem. Pewnego dnia doznał dyskwalifikującej go z zawodowego sportu kontuzji i jego dotychczasowy świat runął w gruzach.

 

Zdecydował się wtedy rozpocząć studia. Żeby nadrobić braki w nauce zaciągnął się do wojska. Trzy lata spędził na służbie na norweskiej północy, wieczorami wertując strony podręczników, którymi do niedawna nie zaprzątał sobie głowy. Po powrocie do miasta udało mu się zdać wszystkie egzaminy i przekonał się, że dosłownie każda szkoła otwiera przed nim swoje drzwi. Wtedy poznał być może najważniejszą życiową lekcję – jak wielkie znaczenia ma samodyscyplina.

 

Skończył ekonomię i został maklerem giełdowym. Oczywiście nieprzeciętnym maklerem. Takim, który wolałby w ogóle nie rozmawiać z klientami, co, dzięki jego zdolnościom analitycznym, było po prostu tolerowanym dziwactwem.

 

Praca maklera mu jednak nie wystarczała, równocześnie próbował zaistnieć jako muzyk. Po licznych roszadach w składzie grupy, zmianach nazw zespołu i graniu do pustych sal, w końcu wszystko zaczęło się układać. Nesbø został wokalistą i tekściarzem Di Derre (nazwa oznacza mniej więcej: ci goście), zespołu, który wkrótce zaczął odnosić sukcesy. W ten sposób za dnia doradzał, w co inwestować, a wieczorami stawał się gwiazdą rocka, która grała 180 koncertów rocznie. Nie ma jednak co liczyć na autorską ścieżkę dźwiękową do twórczości pisarskiej. Jak wyznał nam w rozmowie, w miarę możliwości traktuje literaturę i muzykę jako dwa odrębne obszary życia zawodowego.

 

Wkrótce nadszedł kolejny życiowy zakręt w życiu Jo Nesbø. Pewnego dnia postanowił wziąć półroczny urlop i wyjechać do Australii.  Nie wypoczywał jednak, nie zbierał energii na powrót do dawnego życia – zamiast tego zaczął pisać książkę. Właśnie podczas tej podróży narodził się Harry Hole i powstała pierwsza książka z serii, której został głównym bohaterem – „Człowiek nietoperz”. Dzięki podróży do Australii dziś jest pisarzem, którego lista utworów świadczy o twórczej nadaktywności (albo jego dni są dłuższe?), a nagrody, uznanie krytyki i ekranizacje filmowe o tym, że jego ośrodek decyzyjny i talent są niezawodne. Dowód? Norwegia liczy pięć milionów ludności, a jego książki sprzedały się tam w trzech milionach egzemplarzy.

JN©Stian_Andersen_6

„Być Harrym” oznacza po norwesku tyle, co być burakiem. I prawdopodobnie jest to najważniejsza informacja na temat głównego bohatera serii kryminałów – policjanta Harry’ego Hole’a.  Harry jest zaczepny, konfliktowy, autodestrukcyjny i źle znosi przymus podporządkowania się szefom, co w przypadku pracy w policji, opartej na hierarchii, jest prawdziwym utrapieniem dla obu stron. Walczy ze wszystkimi, nigdy nie wybiera łatwiejszego rozwiązania i jest beznadziejnym przypadkiem pracoholika. Słowem – wymarzony bohater kryminałów. Postać niemiła, która jednocześnie potrafi wzbudzić niekontrolowaną sympatię. Bo Hole jest świetny w tym, co robi. Trzyma się własnych zasad, a zamiast eleganckich półbutów licujących z godnością zawodu zaufania publicznego, nosi martensy. Ma też problem z alkoholem, ale w końcu kto z nas nie zna tego mechanizmu: „to już ostatni odcinek serialu/papieros/kawałek czekolady”. Trzecia z kolei książka o Hole’u, Czerwone gardło, została wybrana najlepszym norweskim kryminałem. Wszechczasów.

 

Jo Nesbø jest odrobinę, jak postać, którą stworzył. Jest samotnikiem, który potrafi spędzić urlop nie opuszczając pokoju hotelowego, lubi za to pisać w gwarnych miejscach (lobby hotelowe, poczekalnia na lotnisku), jest głodny mocnych wrażeń – w wolnych chwilach zajmuje się wspinaczką. Pisarz udzielił ostatnio dla „Fast Company” porad na temat tzw. creative writing. A wnioskując z długiej listy dokonań, z powodzeniem mógłby także udzielić kilku na temat efektywnego zarządzania czasem. Potrafi też oddać część swoich pieniędzy na cel dobroczynny, uznając, że i tak ma ich dość na koncie. Nie sposób go nie lubić.

 

Reżyserzy ewidentnie mają słabość do tego pisarza. Wśród nazwisk które pojawiały się na liście potencjalnych twórców adaptacji pojawił się m. in. Martin Scorsese. W końcu to Tomas Alfredson, autor świetnego „Szpiega”, filmu nakręconego na podstawie powieści Le Carrégo, nakręci adaptację książki Bałwan. Nesbø podchodzi jednak do sprawy rozsądnie i mówi: „Jasne, jako normalny koleś jestem ciekawy efektu końcowego, ale jako pisarz wiem, że będzie to dla mnie dziwne uczucie – oglądać ekranizację czegoś, co sam napisałem.” W 2011 roku Morten Tyldum podjął się adaptacji Łowcy głów. Był to jeden z niewielu przypadków, kiedy ekranizacja filmowa okazała się równie dobra jak jej pierwowzór książkowy. Warto dodać, że autor postanowił przekazać całkowity dochód ze sprzedaży Łowcy głów w kraju i za granicą na program nauki czytania i pisania dla dzieci z krajów rozwijających się. Tak powstała Fundacja Harry’ego Hole’a.

jonesboworks2

Cykl o Hole’u liczy już dziesięć tytułów. Oprócz tego Nesbø jest autorem popularnej serii książek dla dzieci o Doktorze Proktorze. W ramach projektu napisania współczesnych wersji dzieł Szekspira (do którego zaproszeni zostali tacy pisarze, jak Margaret Atwood czy Jeanette Winterson), Nesbø został poproszony o stworzenie nowego Makbeta. Napisał poza tym jeszcze pięć książek, w tym najnowszą Syn.

 

Na tym nie kończą się dokonania Nesbo, jest też autorem pomysłu na thriller polityczny Occupied, na podstawie którego kręcony jest serial. Będzie to historia o inwazji Rosji na Norwegię w celu przejęcia złóż ropy. Całkiem odważnie, prawda? Trudno spodziewać się czegoś innego po autorze, który w dość prosty sposób tłumaczy niesłychaną popularność skandynawskich kryminałów. Według Nesbø gatunek kryminalny jest wygodnym i popularnym sposobem na pisanie o nieprawidłowościach władzy. Innymi słowy, kryminał czy thriller z rodzaju political fiction stały się gatunkami zaangażowanymi, istotnymi społecznie i politycznie, nie tracąc nic z popkulturowej popularności i przystępności.

 

Jo Nesbo dorastał w domu pełnym książek i opowiadanych historyjek. Pytany o chłód w jego powieściach, momentami przeszywający do szpiku kości, pisarz sam przyznaje, że Oslo z jego powieści to anty-wersja stolicy kraju, w którym dochodzi do około 30-40 morderstw rocznie. Ale nic innego nie mogłoby wyjść z pod pióra pisarza, który w dzieciństwie słynął wśród kolegów i koleżanek z opowiadania najlepszych strasznych historii. Mrok bierze się też z przekonania, że nigdy, ani w życiu, ani w literaturze, nie ma szczęśliwych zakończeń, przynajmniej nie całkowicie.


tekst : Paulina Domagalska

fotografie: Hakon Eikesdal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.