/  Film  / 

Jacques Tati

Od kariery mima do reżysera-ikony. Zapomniany na lata przez światową kinematografię mistrz obserwacji, dostrzegania subtelności w otaczającej go rzeczywistości. Zdejmował ze świata wierzchnie warstwy by dotrzeć do sedna. Bawił się powierzchownością, przedmiotami, architekturą by w komiczny sposób pokazać to co najważniejsze, bądź to co najważniejszego tracimy w natłoku codzienności. Nie stworzył wiele. Zaledwie 5 długich metraży, które były całym jego życiem. By zrealizować “Playtime” sprzedał rodzinny dom. A i tak film, który kręcił ponad 6 lat doceniony został dopiero po latach pozostawiając w nim uczucie niespełnienia.

Jacques Tati to nietuzinkowa postać. Wysoki mężczyzna, który swoim wyglądem przyciągał uwagę. Całe życie grał bohatera swoich filmów – Monsieur Hulot, niezgrabnego, niezdarnego i melancholijnego idealistę. Jego obrazy nie pasowały do czasów, w których były stworzone. Perfekcjonista dbający o każdy szczegół scenografii, budujący naturalnej wielkości dekoracje wizjoner. Oglądając filmy Jacques’a Tati dostajemy lekcję o dizajnie i modzie, ale także o Francji lat 60-tych i 70-tych. Po „Wakacjach Pana Hulot” dał się poznać szerokiej publiczności jako doskonały twórca gagów, w „Moim Wujaszku” i „Playtime” ujawnił jednocześnie zamiłowanie estetyczne do modernizmu, ale też tęsknotę za światem, który przemija – starymi kamienicami, małymi targami, bliskością między ludźmi. W „Moim wujaszku” przedstawia relacje rodzinne między żyjącym w starej dzielnicy wujkiem a mieszkającym w nowoczesnej dzielnicy willowej bratankiem oraz jego rodziacami. Prosty konflikt między l’ancient regime a nowym światem pokazany w komiczny sposób. Chowany w sterylnych warunkach chłopiec zamiast lśniącym samochodem woli jeździć z wujkiem na rowerze i biegać umorusany z innymi chłopakami z dzielnicy. Nowoczesność według Tatiego oznacza brak czasu, świat pracy, nowinki techniczne, które w efekcie są pułapkami. W „Playtime” strach przed nowoczesnością wciąż dominuje. Głównym bohaterem Tati czyni przestrzeń –Paryż, którego historyczne centrum przeniesione zostało do nowoczesnej dzielnicy. To tu przyjeżdżają turyści. Wszelkie paryskie symbole zostają wymazane a Wieża Eiflla odbija się tylko niczym fantom na stalowo-zimnych powierzchniach. Cały film opiera się na krótkich scenkach, wyciętych z codzienności.

Tati lubił zwykłe historie. Jego proces twórczy zaczynał się w kawiarni, gdzie siadał i obserwował ludzi, dzielił życie na scenki. W wywiadzie dla „Cahier du cinema” Tati powiedział: „Życie współczesne jest odpowiednie dla siedzących w czterech pierwszych rzędach w klasie, ja usiadłem z tyłu”. Z daleka widać lepiej?

 


tekst: Aleksandra Paszkiewicz

fotografia: Willy Pragher

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.